Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowy Rok. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 stycznia 2011
Krótko na Nowy Rok!
No i mamy Nowy Rok! Czytelnikom mojego bloga serdecznie życzę zdrowia i wielkiej woli przetrwania. Szczęścia życzę, bo to w każdym ustroju i w każdych warunkach się przydaje. Przede wszystkim życzę nam wszystkim tego, żebyśmy się nauczyli liczyć na siebie (nawzajem), a nie oglądać się na rządy. Wszystkiego najlepszego!
czwartek, 1 stycznia 2009
Postanowienia noworoczne
Postanowień noworocznych nie robię już od wielu lat. Palenie rzuciłem już dawno i to wcale nie z okazji Nowego Roku, natomiast planów i pomysłów mam bez liku. Żaden z nich nie uzyska jednak statusu "oficjalnego" postanownienia, ponieważ to niestety tak nie działa.
Powiadają, że plany należy robić i wytrwale do nich dążyć. Niektórzy ludzie tak właśnie postępują i osiągają sukcesy. Ja jednak nie jestem zwolennikiem filozofii głoszącej walkę z samym sobą. Kiedy walczysz sam ze sobą, zawsze przegranym jesteś Ty. Oczywiście wygranym też, ale w takim wypadku bilans wychodzi na zero, a w dodatku podsycając taką walkę pogłębiasz rozdwojenie własnej jaźni. Uważam, że należy dążyć do jakiejś harmonii między elementami własnej jaźni, która pozwoli na uniknięcie niebezpiecznego rozdarcia i w końcu katastrofy.
Jeśli udaje mi się coś osiągnąć, najczęściej robię to na zasadzie wyobrażenia sobie atrakcyjności celu. Lata namów i gróźb ze strony bliższych i dalszych znajomych mających na celu obrzydzenie mi palenia papierosów nie pomagały w najmniejszym stopniu. Oczywiście ta racjonalnie myśląca część osobowości w stu procentach się z nimi zgadzała, ale ta druga sięgała po kolejnego papierosa i nie było na to rady. Kiedy jednak udało mi się przekonać tę nieracjonalną warstwę psychiki, jakie fajne będzie życie bez papierosów i że będzie po prostu przyjemniejsze - udało się.
Czasami z kolei trzeba się mocno przestraszyć. Kiedy groziło mi rozwinięcie cukrzycy, w ciągu trzech miesięcy zrzuciłem 15 kg (wcale nie głodówki, ale małe wegetariańskie porcje co 2,5 godz. i codzienny wysiłek fizyczny), co okazało się bardzo pozytywne dla ogólnego stanu mojego zdrowia.
To, co nas pcha do takich a nie innych działań, jest nie tylko różne w przypadku różnych ludzi, ale wręcz u jednego człowieka w zależności od całego splotu sytuacji. Dlatego nie mówię, że nie należy robić postanowień noworocznych. Jeśli ktoś dzięki postanowieniu noworocznemu nie będzie palił przez miesiąc, a nawet przez dwa tygodnie to taka przerwa jest i tak lepsza niż "cyniczne" i autodestrukcyjne oddawanie się nałogowi z pełną świadomością jego negatywnych konsekwencji.
A teraz z innej beczki. Od poniedziałku będę umieszczał w tym blogu odcinki mojego opowiadania, pozornie sensacyjnego ;) .
Powiadają, że plany należy robić i wytrwale do nich dążyć. Niektórzy ludzie tak właśnie postępują i osiągają sukcesy. Ja jednak nie jestem zwolennikiem filozofii głoszącej walkę z samym sobą. Kiedy walczysz sam ze sobą, zawsze przegranym jesteś Ty. Oczywiście wygranym też, ale w takim wypadku bilans wychodzi na zero, a w dodatku podsycając taką walkę pogłębiasz rozdwojenie własnej jaźni. Uważam, że należy dążyć do jakiejś harmonii między elementami własnej jaźni, która pozwoli na uniknięcie niebezpiecznego rozdarcia i w końcu katastrofy.
Jeśli udaje mi się coś osiągnąć, najczęściej robię to na zasadzie wyobrażenia sobie atrakcyjności celu. Lata namów i gróźb ze strony bliższych i dalszych znajomych mających na celu obrzydzenie mi palenia papierosów nie pomagały w najmniejszym stopniu. Oczywiście ta racjonalnie myśląca część osobowości w stu procentach się z nimi zgadzała, ale ta druga sięgała po kolejnego papierosa i nie było na to rady. Kiedy jednak udało mi się przekonać tę nieracjonalną warstwę psychiki, jakie fajne będzie życie bez papierosów i że będzie po prostu przyjemniejsze - udało się.
Czasami z kolei trzeba się mocno przestraszyć. Kiedy groziło mi rozwinięcie cukrzycy, w ciągu trzech miesięcy zrzuciłem 15 kg (wcale nie głodówki, ale małe wegetariańskie porcje co 2,5 godz. i codzienny wysiłek fizyczny), co okazało się bardzo pozytywne dla ogólnego stanu mojego zdrowia.
To, co nas pcha do takich a nie innych działań, jest nie tylko różne w przypadku różnych ludzi, ale wręcz u jednego człowieka w zależności od całego splotu sytuacji. Dlatego nie mówię, że nie należy robić postanowień noworocznych. Jeśli ktoś dzięki postanowieniu noworocznemu nie będzie palił przez miesiąc, a nawet przez dwa tygodnie to taka przerwa jest i tak lepsza niż "cyniczne" i autodestrukcyjne oddawanie się nałogowi z pełną świadomością jego negatywnych konsekwencji.
A teraz z innej beczki. Od poniedziałku będę umieszczał w tym blogu odcinki mojego opowiadania, pozornie sensacyjnego ;) .
środa, 31 grudnia 2008
Dobra książka na nowy rok
Właśnie odłożyłem przeczytany "Stambuł" Orhana Pamuka. Nie mam zamiaru opisywać książki, ponieważ gorąco ją polecam każdemu, więc jej streszczenie mijałoby się z celem. Chciałbym się jednak podzielić swoimi odczuciami po przeczytaniu tego opisu miłości do miasta. Jak już wcześniej pisałem, uważam, że miasta stają się nam bliskie przez narracje. Każdy ma oczywiście inną, ale to dlatego czytanie tekstów o tym samym miejscu napisanych przez różnych autorów jest takie fascynujące.
W stosunku Pamuka do Stambułu odnajduję podobne stany emocjonalne, jakie sam przeżywam myśląc o Łodzi. Mimo ich podobieństw wypływają przecież z kompletnie odmiennych doświadczeń - inne miasto, inna kultura, inne dziesięciolecie. A mimo wszystko wchodzę w jego narrację gładko i żyję jego światem. To oczywiście oznaka doskonałego pisarstwa.
Na dzisiaj to wszystko, bo już trzeba się szykować do wyjścia. Kolejny rok się kończy. To tylko data w kalendarzu, umowa. Nie lubię podsumowań, bo one zawsze sugerują, że jakiś aspekt życia faktycznie się kończy, podczas gdy zazwyczaj ciągnie się dalej. M.in. dlatego nie cierpię sequeli do filmów, albo książek opisujących "dalsze losy bohaterów ...", bo przeważnie, ktoś kto wygrał, teraz umiera, albo się starzeje itp. itd. Piękną narrację próbowali narzucić autorzy komunistycznych powieści o II wojnie światowej. Wraz z 9 maja (sic!) 1945 roku następował koniec zła wszelkiego, a ludzie mogli być w końcu szczęśliwi. Wszyscy wiemy, że skończyły się jedne tragedie ale zaczęły drugie. Taka jest "perpetyka życia", jak powiedział pewien pijany zdegenerowany inteligent mojemu koledze, o podobnym statusie.
Pokusa podsumowania jest silna, więc się wypowiem. Dla mnie był to rok dobry. Kompletnie się "wymiksowałem", jak mówią niektórzy, z przejmowania się polską sceną polityczną. Nie jest oczywiście tak, że przestałem się nią interesować. Po prostu niczego, co się na niej dzieje, nie przeżywam emocjonalnie, nie angażuję się. To bardzo ważne dla równowagi psychicznej. Nie znaczy to, że stałem się cynicznym obserwatorem. Po prostu próbuję robić jak najlepiej to, co mogę i na co mam wpływ. Nie zawsze to oczywiście wychodzi, ale staram się.
Miałem bardzo dobre wakacje z żoną i dziećmi - pojeździliśmy po Polsce, odwiedziliśmy bliższą i dalszą rodzinę. Nie mogę tylko odżałować tego, że po przerzuceniu zdjęć na komputer, jakimś cudem je skasowałem. No trudno. Poznałem i nawiązałem kontakty z fantastycznymi ludźmi - głównie absolwentów mojego liceum - za pośrednictwem naszej-klasy. Z tej ostatniej się wypisałem, ale to osobny temat. Zawsze umiem docenić dobre rzeczy, które mnie spotykają i za te znajomości jestem twórcom portalu wdzięczny.
Chciałbym, żeby w nadchodzącym roku sprawy rozpoczęte wcześniej rozwinęły się w pożądanym kierunku. Chciałbym zabrać rodzinę i pojeździć po świecie. Do tego potrzebny jest pokój, dobra wola i życzliwość wobec innych ludzi. Życzyłbym sobie i wszystkim, żebyśmy mogli ich doświadczać, ale najważniejsze, żebyśmy sami zaczęli okazywać dobrą wolę i życzliwość.
Jeśli to czytasz, moja droga/mój drogi, to wiedz, że życzę Ci naprawdę wszystkiego najlepszego w Nowym 2009 już Roku.
W stosunku Pamuka do Stambułu odnajduję podobne stany emocjonalne, jakie sam przeżywam myśląc o Łodzi. Mimo ich podobieństw wypływają przecież z kompletnie odmiennych doświadczeń - inne miasto, inna kultura, inne dziesięciolecie. A mimo wszystko wchodzę w jego narrację gładko i żyję jego światem. To oczywiście oznaka doskonałego pisarstwa.
Na dzisiaj to wszystko, bo już trzeba się szykować do wyjścia. Kolejny rok się kończy. To tylko data w kalendarzu, umowa. Nie lubię podsumowań, bo one zawsze sugerują, że jakiś aspekt życia faktycznie się kończy, podczas gdy zazwyczaj ciągnie się dalej. M.in. dlatego nie cierpię sequeli do filmów, albo książek opisujących "dalsze losy bohaterów ...", bo przeważnie, ktoś kto wygrał, teraz umiera, albo się starzeje itp. itd. Piękną narrację próbowali narzucić autorzy komunistycznych powieści o II wojnie światowej. Wraz z 9 maja (sic!) 1945 roku następował koniec zła wszelkiego, a ludzie mogli być w końcu szczęśliwi. Wszyscy wiemy, że skończyły się jedne tragedie ale zaczęły drugie. Taka jest "perpetyka życia", jak powiedział pewien pijany zdegenerowany inteligent mojemu koledze, o podobnym statusie.
Pokusa podsumowania jest silna, więc się wypowiem. Dla mnie był to rok dobry. Kompletnie się "wymiksowałem", jak mówią niektórzy, z przejmowania się polską sceną polityczną. Nie jest oczywiście tak, że przestałem się nią interesować. Po prostu niczego, co się na niej dzieje, nie przeżywam emocjonalnie, nie angażuję się. To bardzo ważne dla równowagi psychicznej. Nie znaczy to, że stałem się cynicznym obserwatorem. Po prostu próbuję robić jak najlepiej to, co mogę i na co mam wpływ. Nie zawsze to oczywiście wychodzi, ale staram się.
Miałem bardzo dobre wakacje z żoną i dziećmi - pojeździliśmy po Polsce, odwiedziliśmy bliższą i dalszą rodzinę. Nie mogę tylko odżałować tego, że po przerzuceniu zdjęć na komputer, jakimś cudem je skasowałem. No trudno. Poznałem i nawiązałem kontakty z fantastycznymi ludźmi - głównie absolwentów mojego liceum - za pośrednictwem naszej-klasy. Z tej ostatniej się wypisałem, ale to osobny temat. Zawsze umiem docenić dobre rzeczy, które mnie spotykają i za te znajomości jestem twórcom portalu wdzięczny.
Chciałbym, żeby w nadchodzącym roku sprawy rozpoczęte wcześniej rozwinęły się w pożądanym kierunku. Chciałbym zabrać rodzinę i pojeździć po świecie. Do tego potrzebny jest pokój, dobra wola i życzliwość wobec innych ludzi. Życzyłbym sobie i wszystkim, żebyśmy mogli ich doświadczać, ale najważniejsze, żebyśmy sami zaczęli okazywać dobrą wolę i życzliwość.
Jeśli to czytasz, moja droga/mój drogi, to wiedz, że życzę Ci naprawdę wszystkiego najlepszego w Nowym 2009 już Roku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)